• Biuro

19-20.03.2016 II Konkurs Modeli Kartonowych - Nowy Tomyśl

Do Nowego Tomyśla pojechaliśmy we dwójkę czyli Boguś Puchaczem zwany no i ja. Mimo że z Bogusiem mieszkamy prawie po sąsiedzku to punktem zbornym była moja letnia chatka w Nowym Dąbiu (dlaczego tak to dłuższa historia i nie na tą relację). Na działkę Puchacz przyjechał razem z Wojtkiem który dowiózł modele pozostałych ISMR-owców . Krótkie przepakowanie i ruszyliśmy w drogę.


Trasa minęła nam na pogawędkach na różne tematy. Tak jak radził nam Krzysztof Szeffner (organizator całego zamieszania) nie skorzystaliśmy z jazdy z kilkunastu kilometrowego odcinak autostrady (coś koło 70 km)bo drogo. Mimo to i tak dość szybko dotarliśmy na miejsce. A tam jak weszliśmy na sale to popatrzeliśmy na siebie i nasze szczęki zwisające do samej ziemi.


Szczęki nam poopadały ze względu na dużą liczbę modeli pewno już było ponad 200 jak i ze względu na ich poziom wykonania. Mi nawet przez głowę przemknęła myśl , że może nie warto wystawiać swoje ulepki, ale jak się później okazało bardzo dobrze, że była tylko myśl tylko przelotna . Wiec szybko rozstawiliśmy przywiezione modele i ja udałem się rozpakować moje bambetle do hoteliku gdzie mieliśmy odpoczywać po trudach życia modelarza. Daleko nie było bo wystarczyło przejść przez ulicę. Boguś został i podziwiał modele. Następnie trzeba było się wziąć do pracy bo razem z Bogusiem pomagaliśmy organizatorom w wyborze tych najlepszych modeli . Na odprawie sędziowskiej dowiedzieliśmy się, że naszym pierwszym zadaniem będzie spałaszowanie obiadu. Tu zacząłem przeczuwać że skoro najpierw nas karmią to na pewno sędziowanie szybko i łatwo nie pójdzie. Po uporaniu się z całkiem sporym i bardzo smacznym obiadem poznaliśmy szczegóły. Zostaliśmy podzieleni na dwuosobowe komisje sędziowskie. Mi przypadł zaszczyt pracy z Jurkiem Cholewą, a kto miał zaszczyt pomagać Puchaczowi jakoś nie zapamiętałem. Każda z komisji miał około 50 modeli do oceny jednak haczyk był taki, że trzeba było sklasyfikować wszystkie modele w klasie a nie tylko trzy najlepsze jak to zazwyczaj bywa. Więc moje obawy nie były bezpodstawne. Zabraliśmy się z Jozikiem do pracy a nie było łatwo bo poziom bardzo wysoki, a w jednej klasie nad czwartym miejscem debatowaliśmy bez mała godzinę. W końcu gdy udało się wykonać powierzona nam prace nie warto było się gdziekolwiek wybierać, bo rapem parę minut zostało do kolejnego zadania jakie przed sędziami postawił organizator czyli rozprawienie się z równie pyszna jak obiad kolacją.


Potem nastąpiło zawirowanie czasoprzestrzeni i w dość silnej grupie znaleźliśmy się w jednym z hotelowych pokoi tocząc zaciekłe dysputy na tematy około modelarskie i nie tylko kosztując przy tym różnych trunków. Niestety dość szybko ze względu na dość znaczny deficyt snu w ostatnich dniach opuściłem dość szybko towarzystwo. Rano pozbieraliśmy klamoty zjedliśmy śniadanko i udaliśmy się na sale dalej podziwiać zgromadzone tam modele i porozmawiać z mniej lub bardziej znanymi nam modelarzami. Czas szybko mijaj i wybiła godzina 10 o której dla chętnych organizatorzy przewidzieli piesza wycieczkę po Nowym Tomyślu w towarzystwie przewodnika. Pan przewodnik bardzo ciekawie opowiadał nam o stosunkowo krótkiej, bo raptem niespełna 250 letniej historii miasta z chmielu i wikliny słynnego.


Po spacerku po mieście powróciliśmy na salę. Chwilę po tym rozpoczęło się oficjalne posumowanie i ogłoszenie wyników. Niestety nie byliśmy zbyt często wzywani do odbioru wyróżnienia. Podsumowując ISMR zajął 9 miejsce w klasyfikacji drużynowej oraz zdobyliśmy jedno srebro i jeden brąz. Może i nie najlepszy wynik ale i konkurencja zacna łącznie coś ponad 340 modeli było. Trochę mi się rozpisało mam nadzieję, że udało się komuś dotrwać do końca tych mętnych zeznań z wyprawy do Nowego Tomyśla.


[Kurt]

1 wyświetlenie0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie