top of page

Hradecky Lev 14.01.2023.

















































O tym by wybrać się do Hradec Kralove na imprezę modelarską zadecydował jak to zwykle bywa przypadek. Był zdaje się październikowy wieczór jak przeglądałem czeskie fora modelarskie i wstyd trochę się przyznać, bo częściej oglądam strony naszych południowych sąsiadów jak nasze. Informacja brzmiała: „14.01.2023 rozpoczęcie sezonu modelarskiego 2023 w Czechach. Hradec Kralove, Hradecky Lev.” Długo się nie zastanawiałem. Jak nie będzie chętnych to jadę sam. Chwilę trwało rozpytanie wśród kolegów. Koniec końców decyzja. Jadą Andrzej, Mikołaj, Piotr i Jarek. Przygotowania standardowo. Wybór miejsca na nocleg, ustalenie jak i czym jedziemy, podliczenie kosztów. W późniejszym terminie rejestracja modeli... No i pytanie, czy to się wszystko zmieści?? Termin wyjazdu zbliżał się coraz szybciej. W końcu ustaliliśmy wszystko co i jak, nadszedł dzień wyjazd. 13 styczeń 2023. Jako że dzień wcześniej zrobiłem próbne pakowanie auta, byłem spokojny, że jego pojemność pomieści nas wszystkich i nasze modele. Zmieściły się. 8 rano z minutami melduje się u mnie Piotr. Szybka kawa, telefon do Andrzeja i Mikołaja. Wyjeżdżamy po nich. Start 9:45, trasa w kierunku Poznania, dalej na Leszno, Polkowice, Legnicę w kierunku granicy i na Hradec Kralove. Droga jak droga, nic szczególnego. Odnotować należy, że woda lała się z góry, z przodu, boku, i dołu. Znaczy się cały czas padał deszcz. Raz mocniej raz słabiej, jednak opady nie ustępowały. Kawa, kawa, kawa... W końcu dotarliśmy w okolice granicy. Ostatnia prosta w Polsce i na jej końcu sympatyczny pan z lizakiem przy aucie z napisem Straż Graniczna. Poprosił nas o dokument, sprawdził i życzył szerokiej drogi. Nie była to kontrola na granicy, lecz rutynowa kontrola drogowa. Jako że nic więcej nie jechało to padło na nas. Na miejscu byliśmy około 17:00. Zameldowaliśmy się w hotelu, chwila leżakowania i idziemy pokręcić się po okolicy. Nic zachwycającego, bo ciemno zimno, wieje i mokro. Jest nadzieja, że jutro w dzień zmienimy zdanie. Kolacja w postaci czeskiego kebaba, do hotelu, wieczorne rozmowy i spać. Pobudka chwilę po 7:00, śniadanie w urokliwych średniowiecznych piwnicach hotelu. Jedziemy w kierunku centrum wystawowego Aldis. Wchodzimy do środka, kolejka na kilkanaście minut czekania i to nie do rejestracji tylko po odbiór kart. W wejściu wita nas poznany w Koszalinie Czech z bananem na ustach i informacją „nasz klub wybiera się do Was w maju”. Super! Sala średniej wielkości. Modeli jeszcze nie za dużo, ale powoli się zapełnia. Przywitanie z organizatorem, przekazanie naszego pucharu i przyglądanie się modelom. 10:00 rozpoczęcie imprezy. Ludzi tłumy, modeli masa. Organizator podaje, że zgromadzili 930 prac, z czego 99,9% to plastik. Kilka kartonowych znalazło się chyba przez przypadek. Pooglądaliśmy, pozachwycaliśmy się, ale co tu wybrać jak pewnie dużo więcej niż połowa prac prezentuje poziom ponadprzeciętny? Pomyślimy o tym później. Idziemy zobaczyć miasto w ciągu dnia. Pogoda piękna, słoneczko przyjemnie świeci. Rynek. Piękne kamienice, wszystko zadbane, boczne uliczki również. Wchodzimy na Białą Wierzę. Renesansowy budynek wysokości 72 metrów z 1572 roku górujący nad miastem. Zakupy. Następnie wizyta w Muzeum Czech Wschodnich i wystawa „JA, UPIR, PRISTANI POVOLUJ” poświęcona czechosłowackiemu lotnictwu w Pardubicach i Hradec Kralove w latach 1945 – 1992. Wracamy na salę. Trochę mniej ludzi, więcej miejsca i nie trzeba się przepychać do stołów z modelami. Byliśmy we czwórkę, ale powstało z osiem zdań na temat tego jaki model uhonorujemy naszym pucharem. W końcu znajdujemy kompromis i wybieramy model PRAGA V3S. Zaczynają się pojawiać pierwsze informacje o nagrodzonych modelach. System jest u Czechów taki, że przy nagrodzonym modelu pojawia się karteczka, pieczątka czy dowolny wybrany przez organizatora znaczek z oznaczeniem, że model otrzymał uznanie wśród sędziujących. To samo tyczy się nagród specjalnych. Przy naszym modelach nie znajdujemy jednak tego zbyt wiele. Jedynie dwa modele Jarka zostały docenione. Spitfire Mk IX w skali 1:72 i Zlin Z 226 M wśród samolotów cywilnych i sportowych. Wręczenie nagród, zakończenie, wszystko bardzo sprawnie zorganizowane. Wręczamy swój puchar autorowi wybranej przez nas pracy. Jest nim Pavel Necas, który jest tak zaskoczony, że dosłownie nie wie co powiedzieć. Koniec imprezy. Pakujemy modele do pudełek, wszystko na wózek, bo po co sto razy chodzić i do samochodu. Pożegnanie z organizatorami. Do auta i jazda w kierunku domu. Nic wielkiego nie da się napisać o drodze. Taka sama jak w stronę Czech tylko odwrotnie. Kawa, kawa, kawa. O 23:15 dojeżdżamy pod blok Andrzeja i Mikołaja. Za Piotrem czeka już żona, bo muszą jeszcze jechać przecież do Bydgoszczy. Przepakowanie modeli, krótkie cześć i każdy udaje się do siebie. Trochę zmęczeni, ale zadowoleni, naładowani modelarską energią kończymy ten bardzo fajny wyjazd. J.S.

15 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie
bottom of page