MEMORIÁL ROBERTA VYSLOUŽILA MODELFEST ŠUMPERK 2022























Zaczęło się dziwnie, lekko niesamowicie, może dlatego, że ciemno było, może dlatego, że chłód przenikał. O umówionej godzinie podjechałem do Adama, telefon i czekam.

Adam dużo jeździ i to na długich trasach, po powrocie z trasy nie mógł się wyspać, ktoś na schodach siedział i śpiewał sprośne piosenki, po chwili dało się słyszeć drugi i trzeci głos, potem brzęk szkła. Trwało to trochę, a kiedy ucichło, zostały Adamowi dwie godziny snu.

Dlatego dopiero przy piątym dzwonku odebrał i zaspany rzucił krótkie „zaraz schodzę".

I tak się stało. W ciemności, bo na korytarzu, ktoś „gwizdnął” żarówkę, słychać było, jak pospiesznie schodzi. Skrzypnięcie i trzask!!

- O ja cię … !! – dało się słyszeć i kilka szybkich ciężkich kroków.

- Uff, udało się, złapałem równowagę i kartoniki nie posypały się – krzyknął z góry.

- Zapomniałem o tym spróchniałym schodku, ale spoko, zaraz będzie drugi i będę na dole.

Adam ominął spróchniały schodek i nadepnął na pozostawiony na schodku poniżej słoik po ogórkach marki Pudliszki.

Tu już nie było tupania, tu był łomot spadającego i uderzenia rozsypujących się pudełek. Jeszcze trzask łamanych tralek i Adam był już na dole. Siedział na kilku pudełkach, a w zasadzie to już nie były pudełka, wraz z zawartością stały się znów płaskie.

Moje przerażenie nie miało granic. Nachyliłem się, aby obejrzeć wystający piszczel Adama, który przebił się przez mocne wojskowe spodnie i w tym momencie na moją głowę spadł słoik po ogórkach…

I wtedy się obudziłem, przez chwilę leżałem i zastanawiałem się co to było? Świadomość powoli dawała znać o sobie i ucieszyłem się, że to makabryczny, ale tylko sen….


Nadszedł w końcu 8 października i planowany wyjazd do Sumperku.

Umówiliśmy się, że jedziemy w dwa auta, no bo i chętnych było ośmiu.

Pierwsze auto to Eryk, Marcel, Adami i zaprzyjaźniony z nami Maciej. W drugim Jarek, Adam, Mikołaj i Waldek.

Umówiliśmy się wcześnie rano, by na spokojnie dojechać na miejsce....

Nie, zaraz, wróć, nie rano, a w środku nocy.

Adam z Bydgoszczy wyjechał około północy w kierunku Torunia, przesiadł się do Eryka i Macieja, pognali po Marcela i dalej w drogę do Czech.

Nasza czwórka wyjechała dokładnie o 1:20.

Droga, jak to droga, nic szczególnego, nocna rozmowa o niczym szczególnym. W połowie trasy przerwa na kawę i przebudzenie Mikołaja, i dalej w drogę.

W Czechach byliśmy około 6:30, a na miejscu w Sumperku o 7:30.

Krótkie przywitanie z organizatorem i ruszyliśmy po karty startowe. Wszystko odbyło się bez większych problemów. Następnie noszenie, noszenie i noszeni pudeł z modelami.

Po rozstawieniu swoich prac zaczęliśmy „zwiedzanie” imprezy, gdzie stoły zaczęły zapełniać się modelami.

Przerwa na rezerwację hotelu, i w miasto.

Sam Sumperk jest bardzo piękny. Miasteczko otoczone niewielkimi górami. Centrum czyste i zadbane. No, może z wyjątkiem jednej kamienicy przy ulicy Polskiej.

Rynek to piękne kamieniczki z budynkiem ratusza na środku.

Przyszła pora na śniadanie. Udaliśmy się do piekarni, gdzie niektórzy pochłonęli niemałe porcje lokalnych produktów cukierniczych, popijając kawką.

Następnie kontynuacja przechadzki po centrum, drobne zakupy lokalnych produktów, powrót do Domu Kultury.

Tu już wszystko było wystawione.

Powiem krótko, same wspaniałości!!

Modele nigdy nie widziane, wykonane na bardzo wysokim poziomie.

Jadąc na tę imprezę, nauczeni doświadczeniem z roku ubiegłego, na wiele nie liczyliśmy po swoich pracach.

Sam Waldek, który modelarzem nie jest, stwierdził, że widzi kilkanaście prac, które zwracają uwagę. Nie, no bez przesady, nie kilka, nie kilkanaście, bardzo dużo perełek.

O godzinie 10:00 odbyło się oficjalne otwarcie imprezy. O 10:30 w pomieszczeniach Domu Kultury zaczęły się warsztaty modelarskie, które prowadzili Jan Moravcik ze Słowacji i Jorge Porto del Coral z Hiszpanii.

Koledzy z Modelklub Sumperk rozpoczęli sędziowanie. My w tym czasie w małych grupkach spędzaliśmy przedpołudnie. Jedni zajęli się zwiedzaniem, inni poszli na zakupy. Czas płynął.

Około godziny 13:00 zaczęły pojawiać się pierwsze wyniki. Czesi mają nieco inny system oceniania i dodatkowo imprezy są jednodniowe, więc pozostało czekać co dalej.

Pierwsze informacje o nagrodach specjalnych. Rozmowy z kolegami z Polski, których zjechało się w tym roku całkiem sporo. Do tego wymiana zdań z modelarzami z Czech i Słowacji.

Przyszła też pora na wybór naszej nagrody specjalnej. No i tradycyjnie „ten, nie, tamten, nie, no co ty, może jednak ten?”

Suma summarum udało się znaleźć kompromis. Wybór padł na kolekcję zatytułowaną Ceskoslovenske Letactvo 50 – 60 leta, a zawierającą modele Migów 15,17 i 19. Wszystko w skali 1:48 autorstwa czeskiego modelarza Petera Pichy.

Zakończenie imprezy zaczęło się z 30 minutowym poślizgiem, czyli o 16:30. Organizatorzy poinformowali, że zgromadzonych zostało około 900 modeli.

Nie ma co za dużo pisać, wyróżniony wywołany, obdarowany pamiątkowym medalem. Następnie nagrody specjalne, i tu należy wymienić osobę Marcela, który otrzymał puchar od jednego ze sponsorów. Drugi czekał na stole przy modelu.

Bardziej szczegółowo to wyróżnienia otrzymali:

Artur za F 14

Adam S. za DT 75

Adam K za FlaK 38

Krzysztof za LAV III

Kamil za N1K2

Mikołaj za Spitfire

Jarek za Hurricane

I wspomniany wcześniej Marcel dwie nagrody specjalne. Jedna za M3 Lee, drugiej nie ustalono.

Sympatycy stowarzyszenia w postaci Krzysztofa i Mikołaja również otrzymali po wyróżnieniu.

Po zakończeniu imprezy chwilowo rozlokowaliśmy się w hotelu. O 18:45 wymarsz na afterparty organizowany przez czeskich kolegów. Udało nam się nawiązać znajomość z modelarzami z Serbii, a dokładniej z Belgradu. Rozmawialiśmy też z Michalem Dostal z Liberca, który deklarował chęć przyjazdu na nasz konkurs w maju przyszłego roku. Mało tego, okazało się, że Michal kilka lat temu otrzymał od ISMRu nagrodę specjalną w Oleśnicy za model kartonowego Mustanga, co wszystko potwierdził Adaś.

Pojedliśmy, porozmawialiśmy, niestety zmęczenie dało się we znaki. Przegnaliśmy się z organizatorami i udaliśmy na spoczynek.

Niedziela rano pobudka, śniadanie, pakowanie i raz jeszcze zakupy w marketach. Tak, tak, markety w Czechach są czynne w każdą niedzielę.

Przejazd do centrum, spacerek po pustych uliczkach i kawka w miejscowej kawiarni.

Mimo bardzo ładnej pogody i chęci pozostania trochę dłużej, trzeba było podjąć decyzję, że ruszamy do domu.

Droga, jak to droga. Początkowo bardzo ładne krajobrazy, jesienny pagórkowaty krajobraz jest bardzo przyjemny dla oka. Od Wrocławia jednak jest już płasko jak na stole.

Podróż wlokła się nam w nieskończoność. W Inowrocławiu byliśmy około 19:30. Eryk w Toruniu był jeszcze szybciej.

W międzyczasie zapadła decyzja, że w przyszłym roku pojedziemy znów do Sumperku, co jest sprawą oczywistą. Natomiast wyjazd zaplanujemy na dwa noclegi, przynajmniej niektórzy.

Podsumowując, wyjazd bardzo udany. Sporo modeli, których nie mieliśmy okazji widzieć nigdy wcześniej. Poziom chyba wyższy niż w Polsce.

Michal Dostal powiedział nam jednak, że czeskie modelarstwo plastikowe jest nieco leprze niż w naszym kraju, ale w modelach kartonowych nie mamy sobie równych na świecie.